Czytałam od zawsze. Nauczyłam się składać literki patrząc przez ramię czytającym do poduszki rodzicom, gdy miałam 3 lata. A potem czytałam, czytałam, czytałam.
Były czasy, gdy każda wolna chwila oznaczała czytanie. Zanurzałam się w przeróżne światy, przeżywałam, dowiadywałam się, płakałam, śmiałam i wyobrażałam sobie to wszystko. Słowa pobudzały wyobraźnię i uzależniały.
A pisarze, twórcy tych wspaniałości, wydawali mi się geniuszami. Nie podziwiałam aktorów, nie byłam zapatrzona w gwiazdy i celebrytów tak mocno, jak w pisarzy. To w ich głowach pojawiały się pomysły, które potem zapewniały mi godziny zafascynowania.
Jako dzieciak zapatrzony w książki, pałający do nich miłością, wyobrażałam sobie oczywiście, jak wspaniale byłoby napisać książkę. Tak, jak dziewczynki marzyły o tym, by być jak ulubione piosenkarki, tak i ja miałam swoje własne wizje.
Tylko, że pisarze nie byli celebrytami. Skrywali się gdzieś tajemniczo za nazwiskami, od czasu do czasu pokazywali się na kiepskiej jakości zdjęciu na okładce. Z gorączkową ciekawością czytałam więc wywiady w prasie, spijałam każde słowo, do którego mogłam dotrzeć w tych przedgooglowskich czasach.
I oczywiście próbowałam sama naiwnie podejść do pisania. Już wtedy zdałam sobie sprawę, że to nie jest proste. Nie siada się i nie przelewa po prostu słów na papier. Dobra książka, dobra powieść potrzebuje fabuły, spójnych postaci, konspektu, planu i umiejętności tworzenia.
Dobrzy pisarze są jak bogowie - tworzą, nie do końca z niczego, ale nadrabiają to szczegółowością, warsztatem i fantazją.
Przez te wszystkie lata, przez brak czasu a potem wspaniałe powroty do czytania, przez wszystkie życiowe przewroty i przewartościowania które sprawiały, że ludzie, których podziwiałam tracili mój szacunek, a ci, którzy go nie mieli zyskiwali, pisarze pozostawali dla mnie bogami. Może bożkami, ale podziw dla tego, co mają w głowach, jak potrafią to uporządkować, spisać i dostarczyć spragnionym słów, pozostawał.
Niedawno poznałam pisarza. Osobę, która tworzy światy i pobudza wyobraźnię ludzi.
Nie wiem, czy to przeczyta, pewnie nie i tak będzie lepiej, ale wiecie co? Pisarz jako osoba, jako zawód i jako ogólna postać zyskał jeszcze więcej mojego podziwu i szacunku.
Dowiaduję się nowych rzeczy, dowiaduję się trochę jak wygląda proces tworzenia czegoś dłuższego, niż artykuł, jak tworzy się nowe, jak nowe wynika z prawdziwego. Dowiaduję się nieco o co w tym wszystkim chodzi.
Nigdy tego nie zrozumiem w pełni, nigdy nie pojmę, co dzieje się w głowach ludzi, którzy tworzą to, co potem spijamy. Jednak samo próbowanie jest fascynujące.
Podziwiam. I zazdroszczę.