Zasada jest prosta: bohater musi być silny, zwinny i mieć niezwykłe umiejętności w walce. Jeśli nie ma, to opisany zostanie proces ich nabywania. Często nie jest inteligentny, ale ma życiowy spryt. Bohater fantastyczny to zazwyczaj taki rodzimy kafar, tylko nieco bystrzejszy i rzucony w inne warunki.
Przeczytałam ostatnio Žambocha. Bakly, bohater nie tylko jedej powieści, jest kwintesencją bohaterów wszystkich książek fantastycznych, osadzonych w czasach przypominających średniowiecze. Nie grzeszy wiedzą, ale na ulicy radzi sobie świetnie. Zabija bez mrugnięcia okiem, czasem przez grubą skórę przebijają się uczucia, ale ogólnie taki terminator.
Ilu już takich poznaliśmy? Takich fantatycznych kafarów, ale też niezwykle pięknych lub intrygujących, twardych kobiet? Takich, które radzą sobie z niesamowitymi przygodami, jak na przykład Achaja. Dlaczego tak, to konwencja, w której chcemy odetchnąć od człowieczeństwa?
To już nieco wtórne, brakuje mi świeżości. Brakuje bohatera, któremu czasem nie wychodzi, który jest bardziej ludzki.
A może po prostu czytam złe książki?